Bajka o elfie
Opowiem wam teraz bajkę o elfie. Był sobie kiedyś pewien elf który postanowił że uda się do lasu i nazbiera grzybów. Bardzo lubił potrawy z grzybów po prostu. A mieszkał on za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, za siedmioma... McDonaldami... Wziął koszyczek i poszedł do lasu na grzyby. Szedł tak sobie szedł, no trochę do tego lasu miał, a dzieliło go pole. Szedł polną drogą i tak się zastanawiał ile w tym roku w lesie będzie grzybów bo miał ochotę żeby je sobie pojeść. Po drodze napotykał na wróbelki które sobie radośnie śpiewały "ćwir, ćwir, ćwir". Patrzył wokół czy nie ma innej zwierzyny, czy rosną jakieś kwiaty może, jeżeli tak to jakie. Na polach rosną często maki ale nie tylko. W oddali widać było las który zbliżał się co chwila, no ale tak naprawdę to on się zbliżał do tego lasu, bo gdyby las się zbliżał to by dopiero było.
Szedł tak sobie szedł, pomyślał że mógł wziąć smartfona żeby mu kroki liczył, cóż taki sport, no ale dobra nie liczył kroków krokomierzem tylko sobie szedł. Wreszcie dotarł na skraj lasu i powoli się w niego zagłębiał. Na polu było widać całą okolicę, a nawet kiedy wszedł na pagórek to widział jeszcze większą okolicę. W lesie widać tylko drzewa, z boku, z góry, no ale nie jest tak ciemno i zimno jak to mawiają więc można spokojnie sobie zbierać grzyby. Wszedł więc elf na leśną dróżkę i w pewnej chwili zszedł z niej na bok, na mech, między drzewa, szukać pysznych grzybów. W oddali słychać było ciche wycie wilków które radośnie przywitały go w tym lesie. One były być może wieleset metrów od elfa. Zaczął zbierać grzyby a wtedy napotkał go inny elf w tym samym lesie i się go zapytał: co tam porabiasz? Na to elf odpowiedział: a nic, zbieram sobie grzyby.
Drugi elf mówi: a co tak lubisz grzyby? Na to tamten odpowiedział: no jasne że tak, ja uwielbiam grzyby, mógłbym je jeść i jeść a jak wiadomo grzyby naturalnie rosną w lesie więc chodzę po leśnej ściółce, po mchu, omijając patyki leżące na ziemi, szyszki i szukam grzybów. W tym roku jest dużo grzybów jak widzę więc jest co zbierać. W powietrzu latał sobie jakiś ptak, a gdzieś dalej dzięcioł stukał w drzewo. Na to tamten elf mówi: o to fajnie bo można sobie przyrządzić wiele potraw z takich grzybów. A ten pierwszy elf odpowiada: otóż to, i się najeść do syta. Szedł coraz to głębiej w las pamiętając gdzie jest leśna dróżka i nie oddalając się zbytnio od niej by móc do niej wrócić, inaczej musiałby tej dróżki szukać. Powolna wędrówka po lesie w poszukiwaniu grzybów jeszcze ujdzie ale chodząc po mchu idzie się mięciutko no ale trzeba co chwila omijać drzewa i patrzeć czy nie wpadło się w pajęczynę na której jest pająk i to krzyżak.
Z czasem elf zobaczył że ma już cały koszyk grzybów a były w nim kurki, borowiki, podgrzybki. No i trochę mchu się wzięło do koszyka bo jak tu oczyścić tak grzyby w lesie. Wziął więc elf już swój koszyk wypełniony po brzegi grzybami i niosąc go udał się w powrotną drogę do domu. Czasem przystawał na leśnej czy polnej dróżce ponieważ koszyk trochę ważył i nie sposób było go nieść tak cały czas. Po drodze patrzył wokół czy przypadkiem leśna zwierzyna nie zachciała zbierać grzybów razem z nim. No albo poszła by na łatwiznę, widzisz elf nazbierałeś grzybów to teraz jeleń weźmie cię do swojego garnka razem z nimi, tak sobie można żartować. Pewnie i gdzieś tam sarny z jeleniami sobie po lesie biegały, może wcale nie tak daleko ale nie było ich widać ponieważ zasłaniały je drzewa. W lesie drzewa rosną zaraz obok siebie.
Gdy elf już wyszedł z lasu na dróżkę polną którą przyszedł do tego lasu zobaczył że faktycznie, ma caaały koszyk grzybów. Myślał już wtedy co z nich przyrządzi, może zupę grzybową, może sos grzybowy który jest przepyszny. Jak był już w domu to wyciągnął grzyby z koszyka, wyczyścił je i zaczął je przyrządzać. Po ponad godzinie od rozpoczęcia przyrządzania miał już elf pyszną strawę na talerzu, jadł ziemniaki z sosem grzybowym, cieplutkie, pyszniutkie. Jaki moral z tej opowieści? Warto się postarać żeby mieć coś w życiu.