No retreat, no surrender

Kategorie: sztuki walki.

Dawno temu oglądałem film pt. "No retreat, no surrender". Film to typowa tematyka sztuk walki. Młodzi adepci sztuk walki trenują w klubie sportowym pod okiem trenera. Walczą niby między sobą, ale nikt nie walczy z trenerem co ciekawe. W pewnym momencie na sali pojawia się świetny zawodnik prawdopodobnie z Rosji oraz poważni inwestorzy. Zawodnik zadaje bardzo mocne ciosy trenerowi po czym kładzie go na ziemię wygrywając walkę. Walka jest na zasadach MMA co ciekawe. Wszyscy na sali mają czarne pasy, ale zawodnik który wygrywa ma zdecydowanie lepszą formę niż trener i pokonuje go bardzo szybko. Też jest ciekawe, że reszta zawodników nawet nie zareagowała na tą walkę tylko poszła do szatni. Mimo wszystko uważam, że to właśnie pokazuje, że nie tylko pas w karate się liczy no ale umiejętności.

Kolejna scena to już przyjazd trenera, jego żony i młodego Jasona do innego domu. Pewnie chcą sobie po prostu pojeździć, pozwiedzać. Jadą "karawaną" czyli samochodem typu combi z dosyć pokaźną pojemnością bagażnika. Wiadomo, Jasonek ma swoje worki bokserskie i za chwilę będą mogli zapomnieć, że zaparkują samochód, bo worki będą w moment w garażu. No ale niech i tak będzie. Plakat z Brucem Lee na ścianie musi być. W USA wszyscy się znają. Co ciekawe na filmie młode osoby nie mają właściwie swoich samochodów. Być może wiedzą doskonale, że nie tylko cena czy podzespoły auta czynią posiadanie takiego właśnie auta opłacalnym. Rodzice, domownicy wyrzucają młodych na miasto żeby zobaczyli co się dzieje. Jedni szukają pracy, inni zabawy, rozrywki, rozerwania się. W USA praca na CPN - ie, jednym CPN - ie, jest dużo wyżej niż w Polsce praca na wszystkich CPN - ach w kraju jednocześnie. To jest zupełnie inna ekonomia, zupełnie inny sposób działania.

Jason idzie do szkoły walki i tam dostaje wpierdol. Jeszcze pojawia się na urodzinach i też tam się wygłupiają, a w międzyczasie inny trener musi natychmiastowo pojawić się w swoim klubie sportowym, ponieważ inna ekipa chce z nim się bić. No i też Jason tam zajeżdża na grób Bruca Lee, wiadomo samochodem nie swoim. Złożył kwiatki, elegancko, o to chodzi. Bardzo fajne cmentarze są tak w ogóle w USA. No i pewnego dnia Jason się wkurwił, pobiegł do szopy, bardzo historyczna to była szopa, i tam właśnie mistrz jak ja to nazywam Kung Fu Pandzia, zaczął uczyć go sztuk walki. No mistrz wiedzę ma niesamowitą, techniki nieskazitelne, taki faktycznie świetny wojownik. No i Jason zaczyna trenować pod jego okiem. Idzie biegać do parku, gdzieś na ławki i od razu widać, że siłę, krzepę to on ma. No jak robi pompki na jednej ręce na dwóch palcach to musi mieć siłę. Wykonuje przeróżne ćwiczenia, do tego dochodzi walka w powietrzu. Fajny taki klimat.

Pewnego dnia Jason idzie na miasto i dochodzi do jego starcia z paroma typami, silnymi jak tury, ale jak się okazuje Jason wygrywa tą potyczkę i to pokazuje, że jego poziom sportowy mocno poszedł do góry. Tamten gościu, trener, siedzi w barze, tam obok mogą być sylwetki faktycznie silnych gości, a on pracuje za ladą ale wiadomo, raczej żeby inwestycji szukać, żeby powiększać swój dorobek. No jak chcesz jeździć sportowym samochodem na co dzień to musisz rozchulać biznes w przeciwnym wypadku zostaje ci jazda karawaną. I to dobre. No i dochodzi do potyczek, są zawody. Tam ten jeden mistrzu wcześniej zdobywa trofeum i ciekawe ile ono jest warte. Pewnie i Seattle tam jest i nie tylko. No i jedna drużyna wypuszcza 3 zawodników, druga też 3, ale zaraz przed walkami tamten inwestor zapowiada, że zamiast 3 zawodników wypuszcza jednego, tego który pokonał tamtego trenera na początku jak się okazuje. Ten szybko się rozprawił z jednym rywalem, a za chwilę z drugim. No to pytanie po co takich leszczy wypuszczać na ring? No nie są tacy źli, ale na ten poziom sportowy są zdecydowanie za słabi. Trzeci jest ten mistrzu z trofeum, on się chociaż cokolwiek postawił, ale i tak przejebał.

Są trybuny, a na nich siedzi Jason. Wpada na ring i zaczyna się walka między nim a tym bardzo dobrym zawodnikiem. Co ciekawe walkę wygrywa właśnie Jason. Jest to totalne otwarcie wielkiej kariery w sztukach walki dla niego, dla tamtego "Ruska" być może kolejna walka w tym roku, z dobrym zawodnikiem, mimo że przegrał to wszyscy mu i tak kibicują, a owacje na końcu nie są tak naprawdę dla Jasona, ale dla tego mistrza. Film pokazuje, że warto trenować sztuki walki. Że nie tylko czarny pas się liczy, bo może być dwóch zawodników z czarnymi pasami, a jeden pokona drugiego w moment, bo jest dużo lepszy.

Nieco inne wątki, nie mówmy że zgraja chłopaków lata po mieście i tak o jedzą sobie w McDonaldzie. Być może mają tam jakieś inwestycje, biznesy. Może razem ogarniają McDonald na cały świat. A tak patrząc to może być tak, że McDonald jest w ciul wyżej niż biura, a jedno biuro może być w ciul wyżej niż wszystkie CPN - y w USA. W Polsce jak pracujesz na jednym CPN to tylko na jednym możesz, nie masz możliwości pracy na wielu CPN jednocześnie, w USA masz. W Polsce raczej nie ma jako takich prawdziwych biur, w USA od chuja. Jedno biuro jest wyżej niż polmozbyty. Więc być może jest jakieś skojarzenie McDonalda ze sztukami walki, George Foreman też miał fotkę chyba gdzieś jak żarł hamburgery, Dereck Chisora też coś takiego ogarniał. Może McDonald jest tu jakimś sponsorem, inwestorem. Ciekawe czy my w Polsce w ogóle mamy prawdziwego McDonalda, bo nazwa nie musi oznaczać że to jest to samo co w USA, no ale chociaż hamburgery tam są. No i mamy kebaby też.

Tam fury są różne, no ale na filmie nie widać żeby każdy miał jakiś niesamowity samochód, zwykłe dżalapedy ot i tyle. W Polsce to od razu Audi RS musisz mieć bo jak pod kościół podjedziesz. Na takie samochody trzeba mieć niesamowitą ekonomię. Młody patrzy jakby się dostać do pracy do biura i chyba uświadamia sobie, że to że tam pracuje jego babeczka nie oznacza, że on będzie tam pracować, ona jest już tam dawno ogarnięta, a on szuka sobie czegoś na CPN. Praca w polskim sklepie nie jest zła, czemu, znajomości, inwestycje, można sobie coś podziałać i czegoś się nauczyć przy okazji. No ale inwestycje w sklepach w USA są nieporównywalnie większe niż inwestycje w sklepach w Polsce. A kto powiedział, że Biedronka to nie jest USA? Lild? Auchan? Tesco? No właśnie. Kiedyś się mówiło, że wiele polskich sieciówek jest zarządzanych przez Apple a jak jest to tam ciul z tym. No ale nawet jeżeli Biedra byłaby USA to po co pokazuje się Polakom żeby tworzyli sklepy? Przecież polska ekonomia jest dosyć słaba i Polakom dużo trudniej jest stworzyć sklep niż Amerykanom.

Jak ktoś nigdy nie pracował to niech idzie do zwykłej pracy i tyle. W USA można nawet jak się nigdy nie pracowało starać się założyć swój sklep, w Polsce? W Polsce nawet jak się pracowało wieledziesiąt lat to założenie sklepu bywa bardzo trudne. Mimo że sport w Polsce to nie jest czynnik społeczny czyli całe społeczeństwo nie uprawia sportu to jednak mamy dobrych zawodników którzy potrafią się bić. No ale w USA sport to czynnik społeczny dawno. Tam dzieci już potrafią walczyć w pełnym MMA, u nas nawet dorośli kurwa i to zawodnicy mają z tym problemy. No wiadomo bywają tacy zawodnicy, ale niektórzy polscy zawodnicy po prostu wymiatają w MMA, inni je znają i fajnie jest. No ale treningi u nas są? No są. No i elegancko. Z historii pamiętamy jak Husaria pokonywała wielkie armie, przecież jak Tatarów pokonaliśmy, a Tatarzy to Ruscy przecież. USA tam nie było bo było za słabe taka prawda. No a dziś mamy MMA i na tym powinniśmy się skupić aby jak najlepiej do tego MMA podchodzić i w nim walczyć. W latach 90 - tych Polacy przecież pokonywali nawet Tajów więc cóż, można? Można. W MMA wiadomo ich pokonywali, a nie na konie czy na co tam.

Dziś Tajowie to niby top na świecie w sztukach walki, okej, okej. Ale to nie znaczy, że zawsze tak było. Azja nadal broni się tylko wojskiem rosyjskim, a gdzie ono do polskiego, polskie wojsko jest dużo wyżej od rosyjskiego. No ale w MMA dziś Tajowie brylują i fakt, mają dobrych zawodników, ale co ich nie można pokonać? A no można. Nie tak dawno Rosjanie walczyli dużo lepiej od Tajów, dziś Tajowie walczą chyba ogólnie lepiej, spoko, taka mała zmiana no nie i fajnie. Azja uchodzi dziś za Imperatora, a niedawno był nim Rzym. Warto zwrócić uwagę, że tak patrząc to Włochy też są imperatorem, a to przecież Europa więc o co tu chodzi? Mirco "Cro Cop" prawie wygrał z Fedorem Emelianenko, a jego brata Aleksandra ściął piszczelą z ringu. Mirco to Chorwat, Olek to Rosjanin, Fedor to też Rosjanin. Więc nie mówmy, że tylko Azja potrafi walczyć bo to nieprawda. Tak nawiasem mówiąc, Rzym to tam szału nie robił, ale od Azji jest nieporównywalnie potężniejszy. A ja tu przecież nie piszę o dawnym Egipcie, którego wszędzie pełno i który zmiótłby i Azję, i Rzym, i Bizancjum, i wielkie dawne miasta. No ale z Sodomą i Gomorą już by się napierdzielali równo. Dobrze, że Niemcy nie są imperialistami, bo jeszcze byśmy dziś jeździli po Warszawie śladami Hitlera, o jejku taki żart tylko.

Polska kultura jest dużo silniejsza od azjatyckiej, historia tak samo. Kulinaria tak samo więc i Polska ma co promować. Monumentalne walki Tajów są fajne, ale my też mamy swoje fajne walki. Apropo, Husaria nie musiała być szlachtą, po prostu jest to jednostka bojowa, a szlachta nią nie jest kurwa mać.