Dieta

Dieta jest to pewien sposób odżywiania się. Na jaką dietę dziś bym postawił? Zdecydowanie najpierw w ogóle zobaczyłbym co jest w sklepach, co mi smakuje. Podejście kaloryczne dla mnie społecznie się nie sprawdza. Trzeba liczyć kalorie, jakieś makro, spoko może być, no ale jeść żeby starczyło kalorii czy żeby się najeść i to smacznie? No zdecydowanie ta druga opcja czyli najeść się do syta i żeby mi to smakowało. Z takich bardziej kalorycznych rzeczy to uważam, że dieta zbilansowana niestety nie spełniła swoich założeń w obecnym wydaniu. Wszelkie diety ketogeniczne, dajmy spokój, ktoś kiedyś parę razy nie jadł węglowodanów bo nie i tyle a my już z tego robimy niewiadomo jakie protokoły dietetyczne, trochę dystansu.

Dla mnie dieta powinna zawierać wszelkie składniki odżywcze, nie tylko kalorie, makro, ale masę innych rzeczy. Niektóre diety dostarczają osobnych komórek, enzymów, a nawet genów dla organizmu. Dziś takie składniki dostarcza nam natura więc tak nawet raz w miesiącu, czy coś nam stoi na przeszkodzie żeby sobie skubnąć jedno źdźbełko trawy i zjeść? No nie. Tak do ziemniaczków z sałatką. Ziemniaki dziś nie mają wartości odżywczych za dużo, podobnie jest z innymi produktami ze sklepu, no może poza jednym, a mianowicie smalcem. Smalcem jako jedyny ma wszystko i to że tak powiem wszystkie akutalne składniki odżywcze. Natura produkuje coraz to nowe składniki odżywcze, a nasza technologia dawno za tym nie nadąża.

Inna rzecz to np. czy przeciętna osoba jest w stanie wziąć z ziemi worek ziemniaków? Obawiam się, że 10 kg worek jest nieco za ciężki, fakt bierzemy ziemniaki do koszyka, ale worek nadal waży 10 kg. Cukier waży 1 kg, mąka ile, 0.5 kg, 1 kg? To są dosyć duże ciężary, nie każdy może je udźwignąć. A co my z tej mąki mamy robić? Przecież zrobienie ciasta zajmuje dobremu kucharzowi jakieś parę godzin. A pozmywanie po tym? Przecież wszystko jest w mące. Jesz 5 minut i co, dalej nie chcesz? I tak codziennie? To już lepiej zrobić gotowe ciasto w sklepie, sobie kupić, jeść. A tak w sklepie ciasta nie ma za bardzo, a tym bardziej całej blachy, a nie ma co mówić chce się tak pojeść i to nawet nie jedną blachę.

Jedzenie nie tuczy, jest super. To jedzonko w sklepach jest bardzo smaczne, zdrowe, można jeść ile wlezie. Niektórzy wolą ziemniaczki, inni makaron, inni chleb, jest pełno dziś jedzenia, i jest co kto lubi, do wyboru, do koloru. A jakie dziś opakowania są... Makrele są tak pakowane jakbyśmy wybierali się w podróż niewiadomo jaką, w metalowych opakowaniach :D. Filety, piersi z kurczaka, indyka, pizze, przecież to wszystko jest przepyszne. Masa alkoholu, słodyczy, w to mi graj. To jakie diety dziś są spoko? Uważam, że dieta wysoce kaloryczna jest mega spoko. Dba ona o to żebyśmy nie jadli za mało, abyśmy nie byli głodni, byli nasyceni, najedzeni, mieli składniki odżywcze. Tam kij w to makro, niektórzy mówią jedz 2 g białka na kg masy. Ile? Tak codziennie? No to trochę dużo, patrząc realistycznie to kto tyle może białka zjeść? A przecież białko z pożywienia pod względem tworzenia masy mięśniowej jest dużo lepsze, bez porównania, od tego z odżywek. Odżywki białkowe służą przede wszystkim do tworzenia nowych szlaków metabolicznych abyśmy mieli większą ochotę na jedzonko, lepsze wyniki, no ale i tak nawet odżywki, suple, naprowadzają nas na coraz to lepsze jedzonko, bo taka jest ich rola.

Czyli idę sobie do sklepu i kupuję wszystko jak leci, twaróg, pizzę, itd. no i patrzę co mi najbardziej smakuje, co mniej. Jak twaróg to i sól rzecz jasna. Jak coś zostanie z jedzonka to można dać dla zwierząt, w parku, rzucić na podwórko, na pola gdzieś, one sobie niech też trochę podjedzą tej. Do pizzy możemy sobie dokroić pomidorka, ogórka, co kto lubi. Ketchup, Cola do picia, Fanta, Sprite, Pepsi. Ja mówię, czysta woda spoko, ale ona jest raczej po to żeby samemu sobie tam wrzucić jakiegoś owocka i pić, całkiem inny smak wtedy jest. I sobie jeść. Można iść do restauracji i sobie pojeść, na kebaba. No ale mówmy, że czekanie na posiłek w restauracji pół godziny to dobry pomysł. Ktoś pójdzie do restauracji głodny, poprosi o posiłek, po 10 minutach wyjdzie bo może ktoś zapomniał, a ci po 30 minutach przyniosą jedzenie. To już w takim wypadku można je dać innej osobie. No już cieplutkie jedzonko czekające na klientów to super rarytas, nie ma co.

Pyszne jedzonko jest spoko, takie tłuściutkie czy bardziej chude, co kto lubi, na co mamy ochotę. W sklepach też są coraz to nowsze produkty. Niektóre kabanosy są tak pyszne że ja nie mogę. Nawet serki są super. Serek może nie mieć dużo kcal, ale narobi ci taką ochotę na jedzenie, że tego dnia nie zjesz jednego talerza zupy, ale normalnie z cztery. Do tego chlebek, mięsko, coś pysznego. Nie zawsze mamy ochotę na jedzenie pełnych talerzy, misek. Jednego dnia najemy się pod korek, drugiego tak samo, trzeciego jeszcze smalcem dojemy, to wiadomo że już czwartego dnia nie chce nam się aż tak jeść, podjemy cokolwiek i wio, może być. Do pracy kanapki, hamburgery, żeby podjeść, do szkoły, no a jak. W domu ciepła strawa. Tu pyszny boczek, tu salami. Czasem się mówi, że im więcej się ruszamy tym więcej jemy, ale uważam, że tak do końca nie jest. Może bardziej chodzi tu też o nasz apetyt, a przecież on jest niezależy od aktywności.

Kalorie sobie można liczyć, jasne że tak. Tam kalorie, makro, patrzeć co i ile się je. Wybrać sobie jakiś sensowny sposób żywienia i go używać. Nie każdy zacznie z dnia na dzień jeść dużo większe ilości jedzenia a więc na spokojnie. No ale wybieranie serka zamiast boczku "bo przytyję" to już niezła młócka na talerzu. Można jeść kiedy się chce, kiedy ma się ochotę. W dzień, w nocy, co to za różnica. Jeden posiłek ma 100 kcal, no i co, jak 10 kolejnych może mieć po 300 kcal. Mi smakuje sałata to nie będę jej jadł, bo ma za mało kcal? No nie, będę ją wżerał. Jak królik normalnie. No a może akurat nie mam ochoty na jedzenie czegoś z sałatą? Albo razem z nią zjem sobie serek? A do tego udko z kurczaka? Czemu by nie. Ja rozumiem, dziś nie ma za wiele jadłospisów, no ale trochę jest i należy korzystać z tego co jest licząc, że pojawią się nowe jadłospisy z przepysznym jedzonkiem. Mniam.